MOMO – Love at First Bite

Do Momo wybieraliśmy się już od dłuższego czasu, a jako że akurat obchodziłem okrągłe urodziny, to zaprosiłem Ukochaną na śródziemnomorską ucztę do restauracji polecanej przez wielu bliższych i dalszych znajomych. W każdą środę jest tam dostawa świeżych, żywych owoców morza, co z pewnością przyciąga uwagę wszystkich smakoszy. Pech jednak chciał, że w progach Momo zagościliśmy we wtorek, a więc w ostatnim dniu serwowania obecnej dostawy. Nastawialiśmy się przed tą kolacją na naszą ulubioną grillowaną ośmiornicę, jednak niestety inni miłośnicy głowonogów byli od nas szybsi i musieliśmy się obejść smakiem.

Momo przystawki

Na przystawki zamówiliśmy duszone krewetki z musztardą francuską, kurkumą i kawiorem szpinakowym. Nie wiem dokładnie jak się robi kawior szpinakowy – w sieci także przepisu nie mogłem znaleźć – ale był bardzo ciekawy. Co prawda urzekł nas znakomitym smakiem, ale porcja nie powalała wielkością. Wiadomo – od przystawki nie oczekuję rozmiaru dania głównego, jednakże wolałbym ciut większą ucztę. Drugim starterem był przegrzebek w czarnym sezamie na hummusie z tapenadą i pianką porzeczkową. Ukochanej smakował bardzo – mi także. Na uwagę zasługuje również estetyka potraw. Wjeżdżają one na stół w schludnej, nowoczesnej białej zastawie, a samo jedzenie ułożone jest w iście artystyczny sposób.

Momo główne

Nadszedł czas na dania główne, czyli karkówkę na konfiturze z czerwonej cebuli z domową frytką i bukietem sałat oraz ragout z kalmara z pikantnym ryżem i sałatką z pomidora. Mięso było dobrze wysmażone, nietwarde, a jego porcja całkiem spora. Można było się nią najeść. Dodatki także smakowite. Ragout z kalmara bardzo treściwe i dość tłuste. Nie wiem, czy w skład potrawy wchodziła gorgonzola, ale wyczułem jej nutę w sosie. Zdecydowanie na plus. Pikantności w ryżu nie wyczułem żadnej, jednak jako chilihead i miłośnik serii Death Sauces od Blaira raczej trudno pod tym względem trafić w moje gusta. Sałatka z pomidora to po prostu pociachane warzywo w kostkę, ładnie podane z ziołami. Stanowiła ona dobrze dobrany dodatek jarski do dania głównego, jednak z butów – rzecz jasna – mnie nie wyrwała.

Do picia zamówiliśmy cappuccino waniliowe, które zasmakowało Płci Pięknej (ja kawę toleruję tylko i wyłącznie czarną), natomiast moja herbata, która miała być blendem różnych smaków, okazała się dość średniej jakości naparem z lekko wyczuwalną nutą pomarańczy. Pochwała należy się za woreczek muślinowy do parzenia, a nie papierowe torebki. Oprócz tego poprosiliśmy o dwie lampki wina domu. Podano nam hiszpańskie wino stołowe, które dobrze akompaniowało całą ucztę. Za wino, kawę, herbatę, dwie przystawki i dwa dania główne zapłaciliśmy niecałe 170 złotych. Jedzenie skonsumowaliśmy ze smakiem, aczkolwiek mogłoby być ono odrobinę tańsze, a przystawki ciut większe. Momo odwiedzimy jeszcze nieraz na pewno – tym razem wpadniemy we środę na świeże owoce morza.

Wystrój restauracji nie jest może idealnie w moim stylu, ale lokal prezentuje się schludnie i estetycznie. Dominują nowoczesne, eklektyczne akcenty rodem z wielu zakątków świata. Klienci mają zapewnioną wygodną przestrzeń. Wszystko łączy się w całkiem funkcjonalną całość, a obsługa kelnerska spisuje się bez zarzutu. Polecam przekonać się na własnej skórze.

MOMO – Love at First Bite

Adres: Szewska 2, Poznań

Facebook: Klik

Reklamy
MOMO – Love at First Bite

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s