Październikowy Restaurant Week

Oj smakowicie te ostatnie chwile mijają. Niedawno mogliście przeczytać wspomnienie pięknej kolacji w Luganie, a już dziś na BBL trafia dwie trzecie potrójnej dawki sensorycznych reminiscencji, jakie mam dla Was przygotowane na ten tydzień. Zaczynamy od Restaurant Week, od którego minęły już trzy tygodnie. Tym razem czas pozwolił na odwiedzenie jedynie dwóch miejsc, więc postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie jeszcze nie byliśmy. Padło na La Lucciolę oraz Cocorico.

 

La Lucciola

Podolany to miejsce, do którego raczej mało który mieszkaniec Poznania często przyjeżdża. Ja jednak, z racji miejsca zamieszkania i pracy, bywałem tu niegdyś codziennie. Przypomina mi się taka anegdotka z tamtych czasów. W jednej z knajp mieszczących się w galerii handlowej przy ulicy Strzeszyńskiej na tablicy widniał napis pene z kurczakiem. Zawsze jak poznawałem jakiegoś Włocha, to polecałem to miejsce, by przekonał się na własne oczy, co – zdaniem obsługi – tam serwują. Poza tym, bywałem w okolicach celem skorzystania z kortów do badmintona. Nie wiedząc wcześniej, gdzie dokładnie znajduje się restauracja La Lucciola, nieco zdumiało mnie to, iż… GPS prowadzi mnie idealnie w to miejsce, gdzie nie tak dawno przecież doznawałem sportowych rozkoszy. Okazało się, iż lokal umiejscowiony jest w budynku centrum sportowego, co – niestety- stanowi, obok dalekiej od centrum lokalizacji, spory minus. Mianowicie – przy wejściu do restauracji czuć mocno zapachy typowe dla siłowni czy sali gimnastycznej. Niestety, jest to nie do przeskoczenia. Niestrudzeni jednak początkowymi niedogodnościami, zasiedliśmy przy stole i zostaliśmy uraczeni przemiłą i profesjonalną obsługą, zarówno ze strony kelnerki, jak i właścicielki przybytku. Jestem jednak facetem ceniącym esencję dużo wyżej niż otoczkę, więc przejdźmy do clou programu, czyli do jedzenia. Na przystawkę otrzymaliśmy tatar z sarny – nie było to jednak mięso surowe, gdyż dziczyzna spożywana bez obróbki termicznej nie jest bezpieczna dla naszego zdrowia – można więc to nazwać à la tatarem. Mięsko było smakowite, w sam raz na rozbudzenie apetytu. Restauracja zadbała o wymyślne dodatki – zwierzowi na talerzu towarzyszył kawior z derenia oraz rydze. Jak się okaże później – to właśnie dodatki pokazywały prawdziwy zmysł kuchmistrzyni. Po tym wstępie do uczty, na stół trafił wielkopolski jesiotr – ryba, która potrafi w niektórych restauracjach kosztować całkiem sporo. Tym razem podany on został w wersji korzenno-słodkiej, z cynamonem i gałką muszkatołową, jednak – wracając do dobrze pomyślanych minidodatków – smak wspaniale przełamywał rokitnik. Gdyby nie kwaskowa winność tej rośliny, całość wydałaby się zbyt monotonna. Ten akcent jednak sprawił, iż wszystkie warstwy smakowe doskonale współgrały, a ja zacząłem intensywnie poszukiwać rosnącego nieopodal rokitnika, by dodać go do mojego piwa. Deser to wciąż mało znane u nas leche frita, czyli galicyjskie smażone mleko. O ile mojej Ukochanej o wiele bardziej smakują inne desery, to ja przyjąłem swoją porcję ze smakiem. Jak zwykle dla mnie najistotniejszy fakt stanowiło to, że nie był on przesłodzony. La Luccioli w ogólnym rozrachunku wystawiam bardzo wysoką notę za pomysłowość, kunszt kulinarny, miłą obsługę i ogólne wrażenie. Jedynymi mankamentami są lokalizacja i zapachy przy wejściu, lecz póki co musimy z tym żyć. Jeśli będziecie w pobliżu – wpadnijcie na coś dobrego na Strzeszyńską.

 

Cocorico

Tu wybieraliśmy się już od jakiegoś czasu, a widniejące w festiwalowym menu schab z dzika i ogon wołowy przekonały nas, że ten moment jest właśnie teraz! Tak więc udaliśmy się na Świętosławską, w miejsce, które mijaliśmy nieraz, jednak jakoś nigdy nie wstąpiliśmy do środka. Lubimy te rejony. Niedaleko Sztukafeteria i Café Misja, klimatyczna Fara i Stary Rynek. Przybyłem na miejsce pierwszy i oczekiwałem na Ukochaną przy lampce wina. Wkrótce mogliśmy już biesiadować. Na początek zupa – krem z dyni. Jakże mogło być inaczej, skoro zbliżał się dzień, w którym Celtowie i ich nadwiślańscy potomkowie, którzy czasami wyznają jednocześnie Jezusa, Peruna i Odyna, obchodzą Halloween? Wydrążone dynie w tym roku stały nie tylko w lokalach gastronomicznych, ale także na… cmentarzach. Znicze w kształcie dyni to jedna z tych kiczowatych komercyjnych osobliwości, które mnie zawsze rozbrajają i wywołują uśmiech na mej twarzy. Lubię także, gdy pomysłowa przedsiębiorczość wygrywa z lenistwem i je bezlitośnie wykorzystuje. Przykładem takiego działania było sprzedawanie wydrążonych dyń z dziesięciokrotną (!) przebitką względem całych okazów na Placu Wielkopolskim. I słusznie! Koniec jednak tej dyniowej dygresji. Krem z dyni spełnił moje oczekiwania. Był gęsty, wyraźnie dyniowy, ze świetnym, mocno mięsnym, aromatycznym akcentem w postaci ogona i piany z chorizo. Danie główne – schab z dzika, który sam w sobie musiał ze swej natury być dobry – akompaniowały ciekawe dodatki: chipsy z jarmużu (znakomite, muszę sam zrobić takie, tylko że nie wiem jaki dip do nich dobrać…. pomysły jakieś?), kaszanka, topinambur, szalotka i puree z batatów, które z racji koloru i konsystencji wyglądało jak… roztopione mango. Ciekawszy to pomysł, niż tradycyjne ziemniaki. Na deser otrzymaliśmy fondant czekoladowy z lodem z kwaśnej śmietany, puree z kasztanów, emulsją z suszonych śliwek i orzechowym crumble. Dla mnie – rzecz jasna – było to za słodkie (choć kwaśna śmietana fajnie to przełamała), ale domyślam się, że komuś, kto lubi mocno słodkie smaki, przypadło to mocno do gustu. Na plus trzeba dopisać lokalizację, ale i fakt, iż w karcie znalazło się wino w promocyjnej cenie, a także Piwo Grodziskie – naturalny skarb Wielkopolski i element tradycji piwowarskiej regionu.

 

Restaurant Week za nami, a za pasem już X edycja Culinary Fest. Jeszcze w tym tygodniu pojawi się na BBL relacja z uroczystej premiery nowego menu w 3 Kolorach, a w weekend widzimy się na Poznańskich Targach Piwnych. Mam nadzieję, że będzie okazja stuknąć się dobrym piwem w dobrym szkle z wszystkimi czytelnikami. Do przeczytania i do zobaczenia!

Reklamy
Październikowy Restaurant Week

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s