Poznańskie Targi Piwne 2015

Cóż to była za końcówka miesiąca! Najpierw Poznańskie Targi Piwne, potem cały tydzień kosztowania gamy baśniowych interpretacji podczas X Culinary Fest, a na koniec jeszcze encore w postaci Steak by Steak, czyli to – co mięsożercy lubią najbardziej. Zacznijmy jednak chronologicznie.

P_20151121_192935.jpg

Na targi trafiłem w piątkowe popołudnie, po delikatnym biforku na rozbudzenie apetytu. Ekipa Poznańskiej Loży Piwnej zaczęła się powoli kompletować, więc można było rozpoczynać wspólne degustacje. Zanim jednak do nich przejdziemy, kilka słów o całym przedsięwzięciu. Czytelnikom winny jestem przede wszystkim sprostowanie, gdyż zapowiadałem, iż –wzorem zeszłej edycji – będzie można nabyć na PTP sery od Marka Grądzkiego. Tym razem jednak takiej możliwości nie było – a szkoda, bo bardzo na nie liczyłem. Drugim minusem – na szczęście w porę zażegnanym przez ludzkie działanie – były wybitnie… niefestiwalowe pojemności lanego piwa przez dużą część wystawców. Idąc na taką imprezę, chce się spróbować jak największej ilości różnych propozycji, a nie stać przed wyborem: 0,3 czy 0,5 litra. Jak jednak napisałem – ludzkie działanie zwyciężyło i w dalszej części imprezy właściwie u wszystkich można było napić się piwa o mniejszej pojemności. Za ten początkowy zgrzyt nie mogę jednak winić ani browarów, ani organizatorów, lecz jedynie opresyjne, fiskalne państwo, które chce regulować każdy element naszego życia – oczywiście dla naszego dobra. Poza tym, impreza była okazją do spotkania się w gronie znajomych, wspólnych rozmów, śmiechów, żartów i – oczywiście – degustacji. Oprócz tego mogłem spotkać także tych, którzy w Poznaniu nie bywają zbyt często. Piwnej integracji nie było końca. Nie zabrakło też wspólnych śpiewów, zdjęć i nawiązywania nowych znajomości. Ostatecznie – piwa można się napić samemu w domu – a na festiwal idzie się po to, by pobyć z ludźmi, którzy są podobnie zakręceni na jego punkcie.

P_20151121_231938.jpg

Degustacje zaczęły się od mocnego uderzenia, mianowicie od Samca Alfa, imperialnego stoutu z płatkami z beczki po bourbonie, zaprezentowanego gościom przez browar Artezan. Poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko, gdyż mieliśmy tu niebywałe uderzenie słodyczy, wanilii i czekolady, delikatną nutę kawową, a to wszystko podane w gęstej, treściwej teksturze. Właściwie do końca imprezy ciężko było o coś równie pysznego. Wielka klasa i brawa dla piwowarów. Od początku nastawiałem się właściwie głównie na RISy, gdyż jest to mój ulubiony styl, a takie wydarzenie to doskonała okazja, by spróbować ich wiele. Kolejnym piwem w tym stylu, wartym uwagi, jest kooperacja browaru Bednary z poznańską Centralą Piwną. Saint Satanislav prowokuje bluźnierczą etykietą, za co już ma plusa, gdyż sztuka (a kraft sztuką jest!) spełnia swoje zadanie, gdy przekracza granice, depcze autorytety i przełamuje tabu. Dla mnie istotną informacją był fakt, iż piwo to zostało uwarzone z udziałem słodu wędzonego torfem – zdecydowanie mojego ulubionego. Oczywiście, jako zwolennik posmaków mocno dymionej whisky, chciałbym, aby sypnięto go nieco odważniej, ale na to pewnie przyjdzie jeszcze czas. RIS ten nie jest zbyt mocny (8%), więc i tekstura nie sprawia wrażenia bardzo gęstej. Satanislav daje jednak bardzo fajne wrażenia smakowe w postaci czekoladowego likieru z truflowo-kawową nutą. Z pewnością ten kooperacyjny wypust oceniam pozytywnie i liczę na powtórkę. Spośród nowych mocarzy dane było mi jeszcze spróbować dwóch. Wzmocniony quadrupel Fest Buba z SzałuPiw – mała próbka wzięta od kogoś dała mi wrażenie, że jest to piwo potężne, przed którym czuje się respekt, ale jednocześnie fajnie ułożone i owocowe. Natomiast One At All z Beer Bros to – niestety – największa porażka targów jeśli chodzi o RISy. Nie zaklasyfikowałbym w ogóle tego piwa do tej kategorii – 18 blg to stanowczo za mało, by stawać w szranki z rywalami klasy wspomnianego na początku Samca Alfa. W nosie kawa zbożowa z mielonych żołędzi i sporo siarki. W ustach lekki kwasek, trochę dyskontowej kawy i wodnistość. Nie dopiłem, a to rzadkość. Pozostając w klimatach mocnych, jednak już klasycznych, polskich – czas powiedzieć coś o dwóch porterach bałtyckich. Pierwszy z nich to wersja 24 blg z Chmielarium (na szczęście pijąc z beczki nie widać tych strasznych etykiet…). Aromatycznie mocno przeciętnie, ale w smaku już pojawia się trochę czekolady. Dziesięciu procent alkoholu też jakoś mocno nie czuć. Na pewno piłem lepsze bałtyki, ale ten zły nie był. Zdecydowanie lepiej zaprezentowało się, zdaniem wielu, najlepsze piwo premierowe na PTP – 652 m n.p.m. z Podgórza. Poddany rocznemu leżakowaniu w browarze porter bałtycki zyskał świetny czekoladowy front, który świetnie współgrał z nutami pumpernikla i śliwki kalifornijskiej. Alkohol ułożony doskonale. W odczuciu pełne, gładkie, deserowe. Jeśli ktoś jeszcze nie próbował, to koniecznie powinien to zmienić!

P_20151121_191525.jpg

Oprócz piw bardzo mocnych, z premierowych propozycji spróbowałem czegoś, co wzbudzało nieufność. Mianowicie Cherry Milk Stoutu z browaru Amber. Mimo że czasy, gdy piwa z Ambera, Ciechana czy Fortuny na tle eurolagerowej pustyni zachwycały, bezpowrotnie minęły, to nadal jestem zdania, iż browary z segmentu regionalnego potrafią pozytywnie zaskoczyć, co umiejętnie udowodnił niedowiarkom Kormoran serią Podróże Kormorana. Niestety, tu miłej niespodzianki nie było. Trochę zbożowej kawy, ciut masła i wiśniowy kwasek. Spodziewałem się raczej mocno słodkiego (od laktozy), solidnie palonego, ale i czekoladowego piwa, z nutą znaną z likierowych czekoladek z wiśnią. Tu jednak tego nie było. Aby zakończyć degustacyjne wrażenia (było ich więcej, ale nie sposób o wszystkich pisać) pozytywnie, dodam, że Dwa Smoki z beczki po starce z Pracowni Piwa pachniały ciekawie i równie fajnie smakowały, choć mogło to nieco przywodzić na myśl aromat młodego domowego piwa. Także próbowana po raz pierwszy Cascara z Artezana wywarła spore wrażenie na mych kubkach smakowych. Sam będę musiał tego dodatku użyć w którymś ze swoich piw. Spoza wymienionych propozycji, jak zwykle klasę trzymały Kingpin, Birbant i niezwykle aktywny jeśli chodzi o liczbę nowych piw Browar Setka.

P_20151121_202051.jpg

Poza degustacjami, goście mogli skorzystać z bardzo smacznych propozycji gastronomicznych (choć i tak tęsknię za serami z zeszłego roku…) w postaci burgerów, pizzy, zapiekanek, frytek, wypieków z Masz.Babo.Placek, suszonej wołowiny czy litewskich wędlin. W chwili przerwy dla żołądka zaś, można było posłuchać muzyki, wykładów zaproszonych gości oraz być świadkiem rozdania nagród Konkursu Piw Rzemieślniczych – przeniesionego z Festiwalu Birofilia, a także Konkursu Piw Domowych. Szkoda, że nie wszystkie liczące się w Polsce browary wystawiły swoje piwa w kategoriach konkursowych, gdyż uczestnictwo Pracowni Piwa czy Artezana na pewno namieszałoby trochę w stawce. Ze swojej strony gratuluję tym, którzy zgarnęli medale, a zwłaszcza zdobywcy tytułu Kraftu Roku (za wędzony porter z Widawy) – Wojtkowi Frączykowi.

Jpeg

 

Dziękuję organizatorom, że ponownie ogarnęli świetnie temat i sprawili, że spędziłem dwa (w niedzielę już odpoczywałem) dni pełne pozytywnych emocji i doskonałych doznań smakowych. Oby za rok było równie dobrze, a może i lepiej? Dziękuję też tym wszystkim ludziom, z którymi ten czas udało mi się przeżyć. Zarówno starym znajomym, jak i nowo poznanym. Do zobaczenia gdzieś na piwnym szlaku!

Reklamy
Poznańskie Targi Piwne 2015

2 uwagi do wpisu “Poznańskie Targi Piwne 2015

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s