Bestia na mszy w Kościele Św. Laktozy

W środowisku piwnych entuzjastów jestem kimś pomiędzy błaznem a poetą wyklętym. To bardzo ważna rola, którą dzierżę z dumą, wypinając pierś i przyjmując kolejne niezasłużone strzały posyłane raz po raz ze strażniczych wieżyczek przez laktozowych wartowników. Oto bowiem bestia przekracza progi świątyni cukru.