Startuje Culinary Fest – Sekret!

13243830_1126602110745178_7413130670305472772_o.png

Źródło: https://www.facebook.com/CulinaryFest

Oj działo się w weekend na Starej Rzeźni, ale o tym niedługo! Tymczasem już dziś wystartowała kolejna edycja Culinary Fest w Poznaniu, tym razem pod hasłem sekret. Potrwa ona przez cały tydzień, od 23 do 29 maja. Tym razem udział wezmą 32 restauracje, które tradycyjnie przygotowały specjalne menu składające się z przystawki i dania głównego w porcjach degustacyjnych. Koszt nie uległ zmianie i za dwudaniowy tasting zapłacimy 15 złotych. Propozycje czekające na spróbowanie przez gości możecie zobaczyć tu. Na liście uczestników znalazło się kilka nowych miejsc – także takich, w których jeszcze nie byliśmy. Postaramy się odwiedzić przynajmniej kilka z nich. O nowoczesną oprawę mobilną zadbali producenci aplikacji OfferOn, dzięki którym goście mogli będą łatwo odnaleźć pobliskie restauracje biorące udział w festiwalu, a także uzyskać natychmiastowy dostęp do menu, zdjęć oraz ocenić i skomentować swoje doświadczenie. Na pewno jest to zmiana na plus. Szkoda, że tym razem zabrakło Lawendy i Momo, dokąd zawsze chętnie wpadaliśmy. Będzie jednak okazja spróbować czegoś innego. Czytając przygotowane przez szefów karty dań można z góry powiedzieć, że większość rzeczywiście wzięła sobie do serca temat przewodni i postanowiła łamać konwenanse, przecierać szlaki i zawrzeć tytułowy sekret w proponowanym daniu. Jak te eksperymenty wyjdą w praktyce? O tym przeczytacie po zakończeniu festiwalu. Mogę jedynie zdradzić, że już w pierwszym dniu – czyli dzisiaj – odwiedziliśmy Firlejkę (jak zawsze – a jakże), Może Morze oraz Un Pot, dokąd zawitaliśmy po raz pierwszy. Mamy też umówioną kolację w Eatalii, której wnętrze zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Zapewne zdołamy wpaść jeszcze w jakieś ciekawe miejsce. Niechaj się święci święto degustacji. Smacznego!

Reklamy
Startuje Culinary Fest – Sekret!

Konkursy, laureaci i festiwal pyszności

Jako że we czwartek ogłoszono wyniki trzech konkursów: XI Culinary Fest – Nuty Smakowe, Restauracja Roku 2015 oraz IV Kawa Festival, najwyższy czas nie tylko przedstawić laureatów, ale także i podzielić się swoimi wrażeniami z tych wydarzeń.

12674931_1217625038266849_1867106927_o

Niestety, przez nasz islandzki wyjazd nie mogliśmy uczestniczyć w Culinary Feście tak intensywnie, jak zawsze, ale i tym razem pozwoliliśmy sobie na skosztowanie kilku propozycji. Odwiedziliśmy między innymi Koba Cocktail Bar na Tylnym Chwaliszewie – lokal ukryty przed światem, mimo że położony przecież w centrum. Na miejscu zastaliśmy – poza, oczywiście, festiwalowym menu – duży wybór wysokiej klasy alkoholi, wliczając w to ciekawe i rzadko dostępne okazy. Na drinka zdecydowanie warto się tam wybrać. Samo jedzenie również nie budziło zastrzeżeń, a obsługa zapewniała doświadczenie na wysokim poziomie fachowości. Następnie zdecydowaliśmy się Firlejkę – jedno z miejsc, które zdecydowanie zagościło wśród naszych ulubionych. Zestaw przygotowany przez kuchnię tej restauracji zarówno prezentował się, jak i smakował wybornie. Łosoś otulony płatkami owsianymi mógł zainspirować niejednego smakosza, a przegrzebek był taki, jak powinien być – delikatny, kremowy i mięsny. Nasze dobre opinie potwierdziły zresztą wyniki – Firlejka otrzymała pierwsze miejsce w głosowaniu gości. Nie mogliśmy oczywiście pominąć Momo, gdzie gościmy przy okazji każdego festiwalu. Tym razem poznańscy mistrzowie owoców morza zaserwowali nam pyszne ośmiornice w wariancie owocowym, z dodatkiem awokado i mango, a także przegrzebka (ponownie!) z prosciutto na makaronie sojowym. Uznana marka nie zawiodła i wyszliśmy ukontentowani. Z nowych miejsc zaszliśmy jeszcze do dwóch susharniKoku i Tokyo Tey. Jako wielbiciel kolendry ucieszyłem się na jej obecność w przystawkowej zupie, natomiast – tradycyjnie – widząc słowo ostre/pikantne miałem dużo wyższe wymagania w kategorii: pieszczenie podniebienia ogniem. Danie główne – tempura na bogato: krewetka, warzywa, owoce, miód, pieprz…. Mnóstwo wrażeń. A do tego naprawdę można było się na chwilę nasycić! Z przyjemnością polecam. Tokyo Tey z kolei to dość dziwne miejsce – mianowicie wpisujące się w tradycję azjatyckiego fast foodu, z gotowymi już rolkami popakowanymi w pudełka. Niestety, nie wypowiem się na temat ich sushi, gdyż jedliśmy tylko menu festiwalowe, a tam – o dziwo – królowało mięso. Oba dania zostały pięknie podane, w nowoczesnym, nieco artystycznym stylu. Dorada na przystawkę (tak! ryba to też mięso!) miała za kompanów freski z czarnego sosu kokosowego i mango. Ponownie – ostrą tej potrawy nie nazwę, mimo opisu. Danie główne miało potencjał. Niestety, mój wędzony na ciepło schab był lekko surowy w środku, co wieprzowinie zdarzyć się nie może. Nie takie rzeczy oczywiście jadłem w życiu i nie robiłem afery, natomiast skrzętnie zanotowałem to w swej pamięci. Na koniec tej opowieści przypomniałem sobie, że jeszcze byliśmy w Mamasitas, gdzie uraczono nas bardzo smacznym burrito i niezłym kukurydzianym kremem.

 

Jeśli chodzi o konkurs na Restaurację Roku 2015, wzięło w nim udział pięć znanych wszystkim poznańskich foodies miejsc: Bistro La Cocotte, Papierówka, Saute, Lavenda oraz Momo. Tym razem spięliśmy się i trafiliśmy aż do 4 z 5 wymienionych lokali. W La Cocotte przy Murnej uraczeni zostaliśmy pyszną ośmiornicą, jedną z lepszych w mieście, której towarzyszyły duszone warzywa i aioli. Morski stwór we francuskiej interpretacji miał mocno kremowo-maślany smak, co nieco odbiegało od mojego wyobrażenia o mocno zgrillowanej ośmiornicy a la Mykonos. Niemniej jednak, danie okazało się poezją dla podniebienia i z pewnością zasługuje na wysokie noty i wyróżnienie. Następnie – tradycyjnie – trafiliśmy do Momo, gdzie otrzymaliśmy sporych rozmiarów krewetki wraz z ciecierzycą, papryką, chorizo i botwiną. Ten ostatni dodatek pod względem estetycznym uważam za doskonały pomysł na dekorację i cieszę się, że roślina ta przeżywa obecnie swoisty renesans wśród polskich szefów kuchni. Smakowo również – tradycyjnie – Momo nie zawiodło. Trzeci nasz wybór padł na Lavendę, która to okazała się faworytem gości i ostatecznie wygrała cały konkurs. Nie jestem zwolennikiem risotto, więc dwie poprzednie propozycje podeszły mi lepiej, natomiast przegrzebek był taki jaki powinien być: mięsisty, delikatny i delikatnie przypieczony. Dodatki w postaci groszku cukrowego czy sadzonego jajka przepiórczego stanowiły ciekawe uzupełnienie i wprowadzały dodatkowe nuty. Brawo. Niestety, podczas prezentacji wyników i zwycięskich dań niektóre przegrzebki okazały się stanowczo przesolone, w tym mój – błąd w sztuce. Zdarza się. Zajechaliśmy również do Saute, którego największym problemem jest lokalizacja – niby blisko centrum i Ronda Śródka, ale jednak na peryferiach. Tu zaserwowano nam policzki wieprzowe w akompaniamencie fondantu ziemniaczanego. Smakowało nieźle, gdyż policzki uwielbiam, ale muszę napisać kilka gorzkich słów o samej koncepcji. Gotowane czy pieczone ziemniaki są dla mnie swoistym memem kulturowym – synonimem januszady – pewnego zachowania a la inżynier Mamoń z filmu Rejs. Ziemniaki z mielonym/schabowym i mizerią, jedzone dzień w dzień na talerzu z duraleksu w moim mózgu zakodowane zostały jako coś, z czym trzeba walczyć. Coś, co przeczy wszystkiemu, co cenię w kuchni. Symbolizują zwykłość, przeciętność, brak woli poznawania nowego. Tu mieliśmy kontrast: policzki – mimo że podroby, to jednak rzadko jedzone na co dzień, a więc ciekawe – i ziemniaki – ucieleśnienie nieciekawości. Mało jest rzeczy, których nie lubię jeść, natomiast te skrobiowe potwory przypominające o nudzie dnia codziennego należą właśnie do tego grona. Do Papierówki nie poszliśmy, gdyż wciąż pamiętam tego źle wysmażonego steka, ale może w końcu się przełamię i dam im szansę kolejny raz…

Zwycięzcą Kawa Festival została również Lavenda, jednak – jak wiecie – za deserami nie przepadam, więc mogę jedynie napisać tyle, że kciuk do góry za to, iż zaproponowana pozycja nie była mocno przesłodzona, choć niektórzy odnieśli takie wrażenie. Nie mieliśmy tu do czynienia co prawda ze zwiewnym owocowo-ziołowym muśnięciem podniebienia, ale do ekstremów słodkości pokroju turecko-arabskich deserów na pewno propozycji Lavendy trochę brakowało. I dobrze.

12528727_1217625258266827_1794139145_o

Świńskie Uszy – miejsce uroczystego ogłoszenia wyników – to nowe miejsce na kulinarnej mapie Poznania. Dysponuje ono dwoma poziomami: restauracyjną górą i klubowo-barowym dołem. Lokal ma duży potencjał, zwłaszcza, że prowadzony jest przez człowieka doświadczonego na lokalnym rynku – Krzysztofa Hellera odpowiedzialnego za sukces Goko Sushi. Ciekawa jest koncepcja braku stałego menu. Zamiast niezmiennej karty dań, mamy cztery kategorie cenowe i w każdej z nich różne ciekawostki przygotowane przez kuchnię danego dnia. Pomysł popieram, gdyż uwielbiam nowości i ciekawostki, a gardzę sztampą i rutyną. Pytanie – czy poznański rynek to kupi? Mam nadzieję, że tak. Restauracja zrezygnowała też z prowadzenia oficjalnego konta na Facebooku i cały ruch social media chce skanalizować na Instagramie. Podczas kolacji uraczeni zostaliśmy makrelą w asyście malinowego kuskusu. Pierwszy raz jadłem takie połączenie i to już sprawia, że jestem zadowolony z takiego wyboru kuchni. Nie mam zastrzeżeń co do efektu tego eksperymentu – smakowało pysznie i dobrze łączyło się w całość. Warto eksperymentować, warto szukać. Życie jest za krótkie, by zamykać się w swojej ciasnej strefie komfortu.

Kolejna edycja Culinary Fest odbędzie się 23-29 maja pod hasłem Sekret, zaś Kawa Festiwal 4-10 kwietnia pod kuszącym mnie mocno sloganem – Bezmlecznie. Jestem bardzo ciekawy, co tym razem wymyślą uczestnicy. Zapowiada się smakowicie.

Konkursy, laureaci i festiwal pyszności

X Culinary Fest – Bajkowa Kuchnia

X Poznań Culinary Fest zakończył się wraz z ostatnią niedzielą, więc czas na małe podsumowanie. Tym razem byliśmy w wielu miejscach i odczucia mamy… różne – od bardzo pozytywnych, do zupełnie kiepskich. Które restauracje sprostały wyzwaniu, a które jeszcze muszą sporo się nauczyć? O tym w dalszym ciągu tego wpisu. Spoza głównego festiwalowego nurtu, niestety przełożone zostały warsztaty kulinarne z Gault&Millau, a na degustację win w Concordia Design nie mogłem dotrzeć. Skupmy się więc na samym menu proponowanym przez uczestników imprezy. Tematem przewodnim tej edycji była Bajkowa Kuchnia i każdy z szefów kuchni miał przygotować przystawkę oraz danie główne wpisujące się w temat. Do tego wszystkiego Faktoria Win A La Carte przygotowała wine pairing.

 

U Myśliwych

Dom Łowiecki na Libelta to miejsce, które kojarzy mi się znakomicie. Wszak dziczyzna to nie tylko historia tej ziemi, ale i przede wszystkim świetny smak. Nasza pierwsza wizyta U Myśliwych – na schabie z dzika – była średnia. Mięso okazało się twarde i mało bogate w smaku. Tym razem szef kuchni spisał się dużo lepiej. Przystawka w postaci carpaccio z jelenia trafiłaby w gusta najwybredniejszych degustatorów, a dodatek rozmarynu do próbowanego po raz pierwszy w życiu przeze mnie łosia przypomniał mi, dlaczego tak lubię to zioło. Akcent humorystyczny stanowiło towarzystwo przy sąsiednim stoliku, które zdegustowane było wielkością porcji. Chyba nie za bardzo zrozumieli, o co chodzi w tastingu. Na minus zaś na pewno można ocenić brak standów Faktorii i formularzy do oceny – jakby restauracja nie była zainteresowana festiwalem. Ocena: 7/10

 Firlejka

Przy Placu Kolegiackim, w miejscu dawnej Piwnicy Farnej, mieści się restauracja Firlejka. Wcześniej nie było nam dane tam zajrzeć, a – jak się okazało – potrafią całkiem nieźle gotować. Moja Ukochana przystawkę w postaci consomme z kaczki uznała za jedną z lepszych w przeciągu całego tygodnia, a ja byłem pod wrażeniem wizualnego przygotowania dania głównego – zaczarowanego ogrodu z boczkiem sous vide w roli głównej. Zarówno starannie dobrane warzywa, jak i samo mięso spełniło wszelkie oczekiwania mojego wymagającego podniebienia. Za food desgin należy się Firlejce medal. Ocena: 8/10

 Bazar 1838

Do Bazaru chcieliśmy przyjść już podczas imprezy Poznań Za Pół Ceny, jednak kolejki skutecznie nas odstraszyły. Tym razem nie było z nimi problemu i mogliśmy w końcu spróbować kuchni tego legendarnego miejsca. Jako przystawka wjechała zupa porowo-ziemniaczana z poszetowanym jajkiem. W tym przypadku po raz kolejny wielce pozytywnie zaskoczona była Moja Druga Połowa. Dla mnie konsystencja jajka w połączeniu z zupą – niestety – nie zachęcała do konsumpcji. Smakowo zupa wypadła całkiem dobrze, ale jakoś to jajko mi nie pasowało. Co innego w daniu głównym – tu potrawka z fasoli w połączeniu z pieczonym boczkiem osiągnęła coś, co w przypadku degustacyjnych, festiwalowych porcji, jest nieziemsko trudne to zrobienia: była sycąca. Autentycznie można było się tym najeść – a do tego smakowało świetnie! Minus za brak formularzy do ocen. Ocena: 7/10

 

Bistro La Cocotte

Tu również ostatnio nie weszliśmy przez kolejkę. Wnętrze rzeczywiście nie jest restauracyjne, a bardziej bistrowe – co dobrze odzwierciedla nazwę miejsca. Przystawka w postaci cod accras dobrze parowałaby się z jasnym piwem – solidne rybne kawałki ze smacznym sosem, ale bez fajerwerków. Danie główne to królik w czerwonym winie z powidłami. W tym przypadku musiało dojść do przekroczenia granic strefy komfortu, gdyż Justyna króliki traktowała zawsze jako zwierzęta domowe, a nie jako jedzenie. Na szczęście udało się nam zjeść to danie bezproblemowo. Gęsta konsystencja dodatków stanowiła świetną kontrę dla delikatnego króliczego mięsa. Ocena: 6/10

 Gorąca Patelnia

P_20151125_163900.jpg

Trafiłem tam przypadkiem, w przerwie między jedną pracą, a drugą. Niestety, w porównaniu z innymi restauracjami, propozycja Gorącej Patelni wyglądała po prostu biednie, a smakowała jałowo. Grzanka z oliwkami i papryka faszerowana nieprzyprawionym kurczakiem, to stanowczo za mało, by pretendować do miana bajkowej kuchni. Ocena: 3/10

 Avocado

Obok Serca Jeżyc przechodzę praktycznie codziennie, ale do Avocado zaszliśmy pierwszy raz w życiu. Jak się okazało – była to wizyta udana. Siedmiomilowy las, czyli wonton z podgrzybkiem w akompaniamencie szczawiowego biszkoptu (przypominał rafę koralową) i żelu z herbaty oraz plastra miodu (mega słodki), zapowiedział danie główne w godny sposób, choć może ten ultrasłodki miód można było sobie darować. Jako gwóźdź programu otrzymaliśmy szarpaną wołowinę z kwaśnym, pomidorowym sosem oraz makaronem z miętą. Można to nazwać wciągnięciem tradycyjnego bolognese na o wiele wyższy poziom. Mi smakowało, a Justyna uznała to za najlepsze danie festiwalu. Brawo. Ocena: 8/10

 Drukarnia – Skład Chleba i Wina

To miejsce zawsze nas zastanawiało. Kiedy byśmy obok nie przechodzili, zawsze w środku jest pełno ludzi. Do tego te wszystkie pozytywne recenzje. Trzeba było spróbować! Oprócz festiwalowego menu zakupiłem świetny żytni chleb z miodem i słonecznikiem, którego wszystkie poznańskie piekarnie mogą Drukarni pozazdrościć. Co do samej imprezy, to w przystawce przepyszne było mięso, ale już połączenie ze słodkimi kruchymi ciastkami i żelem niekoniecznie trafiło w moje gusta. Danie główne natomiast z pewnością ma szansę wygrać X Culinary Fest – Bajkowa Kuchnia w kategorii food design. Wystarczy spojrzeć! Smakowo także nie zawiedli. Zielony sos bardzo przyjemnie łączył się z łososiem, a dodatek w postaci mojego ulubionego rokitnika, grzybów i marchwi stanowił świetny twist. Ocena: 8/10

 MOMO love at first bite

Z Momo mam ten problem, że nie mogę oglądać ich zdjęć. Nie mogę, bo są tak foodpornowe, że mam ochotę zjeść wszystko. Nie wiem, kto jest fotografem restauracji, ale powinien dostać solidną podwyżkę. Najpierw na stół wjechał krem z dyni z mleczkiem kokosowym, imbirem, rydzami i ośmiorniczką. Grzybowych nut tu za dużo nie było, ale jako całość danie smakowało wyśmienicie. Ośmiorniczka okazała się dobrym wstępem do bohatera wieczoru, czyli kalmara, podanego w towarzystwie chorizo, cukinii, szpinaku i konfitury z pomidorów. Znów – podobnie jak w Avocado – pomidorowy dodatek świetnie dopełniał mięso. Momo jak zawsze nie zawodzi – i tym razem także wyszliśmy zadowoleni. Ocena: 9/10

 

Festiwal uznaję za bardzo udany. Większość odwiedzonych miejsc zaskoczyła pozytywnie lub potwierdziła swą klasę. Wino – bo o nim jeszcze nie pisałem – zazwyczaj pasowało i smakowało. W jednym tylko przypadku było na mój gust zbyt siarkowe. Culinary Fest rozwija się prężnie, pozyskuje nowych partnerów i zaskakuje kreatywnymi rozwiązaniami. Oby tak dalej! Nie mogę też nie wspomnieć o tym, o czym już pisałem na Facebooku – mianowicie o podszywaniu się innego festiwalu pod Culinary Fest. Żeby nie robić mu reklamy, nie będę pisał, o kogo chodzi. Gdyby Was to ciekawiło, zapraszam na Facebooka.

 

Po zakończeniu festiwalu udaliśmy się jeszcze do Someplace Else, do hotelu Sheraton, na ostatni dzień imprezy pod nazwą Steak by Steak. Piszę o tym, gdyż steki uwielbiam, a tam – niestety – dostaliśmy sam tłuszcz i mało co mięsa, płacąc krocie. W Poznaniu jadłem zdecydowanie lepszy antrykot i lepszy rostbef – choćby U Rzeźników, w Cammero czy w Czerwonej Papryce. Być może te kawałki mięsa z najwyższej półki rzeczywiście urywały co nieco, ale polska wołowina zaserwowana nam w Sheratonie wołała o pomstę do nieba. Wstyd.

 

 

 

 

 

 

X Culinary Fest – Bajkowa Kuchnia

X Culinary Fest – Bajkowa kuchnia – 23-29.11.2015

Ostatnimi czasy naprawdę sporo się dzieje. Wczoraj zapraszałem Was na dziś zaczynające się Poznańskie Targi Piwne, a tymczasem już w przyszłym tygodniu odbędzie się kolejna, dziesiąta, edycja Culinary Fest w Poznaniu. Tym razem tematem przewodnim imprezy będzie Bajkowa kuchnia, a każda z uczestniczących restauracji otrzymała ambitne zadanie zaprojektowania specjalnego menu wiążącego się z baśniowymi motywami.

12038656_983512508387473_2506916317564541760_o.jpg

W bieżącej edycji festiwalu weźmie udział 38 slowfoodowych restauracji rozsianych po całym mieście. Zadbano też o promocyjne ceny, dzięki czemu każdy gość będzie mógł spróbować wielu podejść do tematu przewodniego. Za degustacyjny zestaw, składający się z dania głównego i przystawki, zapłacimy tylko 15 złotych (odpowiednio 12 i 5, gdy zamawiamy osobno), a dodatkowo za jedyne cztery złote otrzymamy kieliszek specjalnie dobranego do potrawy wina przygotowanego przez Faktorię Win A La Carte – jednego z nowych partnerów, oferującego ponad 100 gatunków wina na każdą okazję. Po skonsumowaniu posiłku, goście mogli będą ocenić swoje doświadczenie, dzięki czemu wyłoniony zostanie zwycięzca festiwalu. W IX edycji na podium znalazły się: Fiesta del Vino, Toga i Momo. Kto zwycięży tym razem? To już zależy od Was!

Zadbano także o odpowiednie szkolenie personelu restauracji, tak, aby każdy gość mógł dowiedzieć się czegoś więcej na temat wina, które zamawia. Sommelier Faktorii – Rafał Łojszczyk – podczas konferencji prasowej zapowiedział, iż niektóre pairingi nie będą oczywiste. Wszak od barwy wina ważniejsza jest jego charakterystyka sensoryczna. Co do innych nowości w stosunku do poprzednich edycji, partnerem Culinary Fest został także wchodzący na poznański rynek Uber, dzięki czemu nowi użytkownicy aplikacji będą mogli liczyć na darmowy przejazd do restauracji biorącej udział w festiwalu, wpisując specjalny kod przy rejestracji.

Oprócz samego menu festiwalowego, organizowane będą też imprezy towarzyszące, takie jak degustacja win w Concordia Design czy warsztaty kulinarne organizowane przy współpracy z ekipą popularnego francuskiego przewodnika Gault&Millau.

Co do samego serca festiwalu, czyli bajkowego menu, opublikowano w internecie propozycje uczestniczących restauracji, a więc każdy gość może już teraz zdecydować, gdzie się wybierze w poszukiwaniu nowych smaków. Tych zaś będzie cała gama, od warzywnych zup, przez drób i owoce morza, po dziczyznę. Sam nie zdecydowałem jeszcze, gdzie się udam, ale na pewno mocno mnie kusi ragout z łosia U Myśliwych.

Więcej informacji o festiwalu, całej idei, menu oraz partnerach możecie znaleźć na stronie wydarzenia na Facebooku. Z mojej strony na pewno zaś możecie spodziewać się – jak zawsze – introspektywnej relacji smakowej po zakończeniu imprezy. Poprzednią możecie przeczytać tu.

X Culinary Fest – Bajkowa kuchnia – 23-29.11.2015

IX Poznań Culinary Fest i IX Ogólnopolski Festiwal Dobrego Smaku

Zgodnie z facebookową obietnicą, nadeszło czwartkowe popołudnie, a więc czas na krótką relację z dwóch poznańskich imprez, w których miałem przyjemność (ach, te spoilery…) uczestniczyć w ubiegłym tygodniu. Planowałem co prawda dość bardziej intensywną partycypację, jednak zdrowie nie pozwoliło na więcej degustacji z okazji Oszukać Podniebienie, a na uroczystą kolację na Ogólnopolskim Festiwalu Dobrego Smaku się, niestety, nie załapałem. Może następnym razem.

Poznań Culinary Fest – Oszukać Podniebienie

O mojej poprzedniej wizycie na Poznań Culinary Fest możecie poczytać tutaj. Otrzymałem wówczas także komentarze odnośnie niejasnych spraw finansowych związanych z festiwalem i teraz bardzo chętnie dowiem się, jaki był finał tej sprawy. Piszcie śmiało. Niemniej jednak, najważniejsze dla mnie – jako konsumenta – były doznania aromatyczno-smakowe. Wraz z Ukochaną wybraliśmy tym razem dwie restauracje: dobrze nam znany zespół specjalistów od morskiego zwierza – Momo, a także dziewiczą dla nas mekkę koneserów dobrego wina – Fiesta del Vino.

Stolik w restauracji przy ulicy Szewskiej zamówiliśmy z wyprzedzeniem, jednak – mimo obaw – tłumów nie było. Na pierwszy rzut oka Poznań Za Pół Ceny przyciągnął o wiele większe rzesze smakoszy. No ale wiadomo – mało co Polak ceni bardziej niż promocje. Zestawy podczas tej edycji Culinary Fest składały się z dwóch posiłków: przystawki oraz dania głównego, w zuniformizowanej cenie 15 złotych w każdej z restauracji. Serwowane porcje były naprawdę degustacyjne, ale właśnie o to chodziło w tym całym przedsięwzięciu. Uczestnicy mieli okazję stosunkowo niewielkim kosztem spróbować różnych kuchni i asortymentu wielu restauracji.

Jpeg
Krewetka w żółtym curry
Jpeg
Linguine z ośmiorniczkami

Jako entrée w Momo na stół wjechała krewetka podawana w żółtym curry, z dodatkami w postaci owoców leśnych. Kuchnia tradycyjnie nie zawiodła i chciało się tej ambrozji więcej i więcej. Nawet jako miłośnik ostrych przypraw nie protestowałem, że zbyt łagodne, gdyż mocniejsze doprawienie dania zdominowałoby smak krewetki. Danie główne to pełne pachnącego sosu pomidorowego linguine po neapolitańsku z ośmiorniczkami baby, tartym parmezanem i świeżymi ziołami. W przypadku menu degustacyjnego nie nastawialiśmy się, rzecz jasna, na najedzenie do syta, natomiast nasze kubki smakowe domagały się dokładki. Chcąc zdywersyfikować nieco nasze doznania, poszliśmy naprzeciwko – do Racji Mięsa – jednak musieliśmy obejść się smakiem (a właściwie marzeniem o smaku…), gdyż wszystkie festiwalowe zestawy zostały już do tego czasu zjedzone. Ciekawostką był dla mnie patronat Doctor Brew nad imprezą. Korzystając z tego, iż żadne z nas nie kierowało tego wieczoru samochodem, wypiliśmy po butelce Summer Ale i Sunny Ale. O ile to pierwsze prezentowało całkiem niezły poziom, miało wyważony cytrusowy aromat i chmielową goryczkę, to druga pozycja pozostawiała nieprzyjemne wrażenie na języku i dawała co najwyżej przeciętne doznania dla nosa. Dodatkowo, oba piwa miały duży problem z klarownością i pianą. Błotnistość to już właściwie znak rozpoznawczy Doctorów.

Jpeg
Ośmiornica i salsa
Jpeg
Policzek z risotto i kurkami

Jako że Fiesta del Vino to lokal położony bardzo daleko od naszych szlaków komunikacyjnych, poświęciłem się i wziąłem samochód, co – udając się do winiarni – raczej nie wydaje się najmądrzejszym pomysłem. Wygoda tym razem jednak wygrała nad chęcią spróbowania asortymentu win. Jako że była to nasza pierwsza wizyta w tym miejscu, zaskoczyła nas przede wszystkim obsługa. Kelner po kolei opowiadał w szczegółach o każdej drobnostce, która pojawiła się na talerzu. Podczas degustacyjnego wieczoru stanowiło to na pewno duży plus. Przystawką w zestawie oferowanym przez Fiesta del Vino była ośmiornica z chipsem z sepii na zielonym pesto, a także salsa z krewetek, pomidorów i trybuli. Smak głowonoga zaskoczył mnie zupełnie, gdyż mięso miało tak jędrną teksturę, jaką można spotkać np. w tuńczyku – zero gumowatości czy ciągliwości. Krewetkowa salsa z kolei doskonale wpisała się w morski klimat przystawki i sprawiła, iż przed daniem głównym nasze apetyty pozostawały niezaspokojone i pełne nadziei. W końcu na stole pojawił się policzek z prosiaka (do tej pory jadłem tylko wołowe) podany na risotto demi-glace wraz z suszonymi kurkami. Dodatek skrobiowy rozpływał się w ustach, podobnie jak mięso, a grzyby świetnie grały ostatni akord uczty. Szkoda jedynie, że nie mogłem tym razem rozkoszować się bogatą ofertą win tego miejsca. Gdy temperatury pozwolą już na poruszanie się po mieście bez klimatyzowanego auta, zajrzę na lampkę lub dwie.

Jpeg
Pulled beef z ogórkiem
Jpeg
Cezar z indykiem i jabłkami
Jpeg
Risotto z rostbefem
Jpeg
Antrykot z sałatką rakową
Jpeg
Ossobuco z indyka

Ogólnopolski Festiwal Dobrego Smaku – Warsztaty z ARR

Jak już pisałem we wstępie, nie załapałem się na uroczystą festiwalową kolację, jednak nie mogłem przepuścić warsztatów organizowanych przez Agencję Rynku Rolnego w Restauracji Toga (pisałem o niej tu) na temat dań z indyka i wołowiny rasy Highland. Tak się jakoś złożyło, że dopiero co wróciłem ze Szkocji, gdzie miałem okazję oglądania tego bydła na żywo (relacja z wyspiarskich doznań smakowych niedługo!). Pierwsza rzecz, jaka mnie nieco zaskoczyła, to średnia wieku uczestników. Zwykle na podobnych imprezach raczej dominowali ludzie młodsi, a tu sam zaliczałem się raczej do młodszych amatorów kulinariów. To świetna sprawa! Tego właśnie brakuje mi w Polsce – większego uczestnictwa we wspólnym życiu towarzyskim ludzi w średnim wieku, a także starszych. W Glasgow widok kilkudziesięciolatka śpiewającego w barze karaoke, czy tańczącego w pubie do muzyki na żywo, nikogo nie dziwił. Same warsztaty poprzedził miniwykład na temat krów rasy Highland przeprowadzony przedstawiciela patronów wydarzenia, a następnie podzielono nas na dwa zespoły. Każda drużyna otrzymała kucharza-opiekuna, który dyrygował pracami i służył dobrą radą na temat przygotowywanych potraw. Wraz z moją ekipą na początek zrobiliśmy kanapki z szarpaną wołowiną i ogórkiem, by podsycić apetyty degustatorów, a następnie zabraliśmy się do robienia indyka. Tym razem naszym wspólnym wysiłkiem wykonaliśmy sałatkę Cezar, zastępując występującego oryginalnie w przepisie kurczaka jego bardziej szlachetnym kuzynem. Dressing wykonaliśmy z majonezu, jogurtu, tartego sera i czosnku, a także odrobiny anchois. Na zakończenie danie przyozdobiliśmy plasterkami jabłek poddanych wcześniej szybkiej kąpieli lodowej, co miało uczynić je bardziej chrupkimi. Drugim wspólnie mieszanym daniem było risotto z prawdziwym szafranem i szpikiem kostnym, podlewane bulionem i białym winem. Potrawę dopełniał wcześniej upieczony rostbef. Ciekawe było to, że mięso po przekrojeniu miało kolor… łososiowy. Drugi zespół uczestników warsztatów przygotował z kolei antrykot (moim zdaniem za cienko pokrojony i przez to zbyt twardy i mało krwisty) z przepyszną sałatką z szyjek rakowych, pieczonej papryki i kukurydzy. Ten dodatek był tak dobry, że kilkakrotnie chodziłem po dokładkę. Jeśli chodzi o indyka, to na stole pojawiło się ossobuco ze świeżymi ziołami, takimi jak rukiew czy szałwia. Oprócz jedzenia, restauracja zapewniła bardzo potrzebną w taki upał wodę mineralną i naturalne soki z jabłek. Warsztaty upłynęły w miłej i rodzinnej atmosferze wzajemnej pomocy i dobrych rad. Gdy wychodziłem, dużo jedzenia zostało, ponieważ już nie dawaliśmy rady więcej w siebie zmieścić. Wszystkie nasze kulinarne dzieła zachwycały jednak smakowitością, więc założę się, że się nie zmarnowały… Dzięki i do następnego razu!

IX Poznań Culinary Fest i IX Ogólnopolski Festiwal Dobrego Smaku