Beer Friends Festival & Noc Restauracji

Beer Friends Festival w Starej Rzeźni nie przyniósł nic wielce zaskakującego, więc postanowiłem nie poświęcać mu osobnej notki. Ponownie odwiedziłem Van Cygana, który na tę okazję przygotował znakomite krabowe won-tony (choć porcja mogłaby być większa za tę cenę…), a także udało mi się spróbować pysznej kaszanki od Kiełby w Gębę (tej, której zabrakło na Franowie) oraz załapać się na znakomitego burgera z szarpaną wieprzowiną na jednym stanowisku. Niestety, nie było ono zbyt dobrze opisane i nie zanotowałem nazwy. Co do piwa, to na pewno wyróżniały się stoiska Setki i Beer Geek Madness, które serwowały m.in. partnerskie napoje z amerykańskich browarów (bardzo dobre Ruination IPA ze Stone Brewing!). Dla tych, których ominęły wrocławskie degustacje, na pewno postfestiwalowe stanowisko jawiło się jako nie lada gratka. Zakupione tam przeze mnie niemieckie IPA smakowało nieźle, ale niczego mi nie urwało. Na duży plus na pewno zaprezentował się Browar SzałPiw, który uraczył gości Szajbą, czyli roggenbierem z chili. Piwo pachniało bardzo świeżo, drożdżowo-bananowo-goździkowo, a jego pikantność plasowała się nieco wyżej niż Citrinitas pity na BGM. Nie dominowała jednak nad resztą. Na sam koniec udało się spróbować pizzy (nadal ubolewam nad brakiem sprzedaży na kawałki!), gdyż było nas kilku. Do najlepszych w mieście (Bar-a-boo, Viva Pomodori) startu nie miała, ale na zakończenie festiwalu pasowała jak ulał.

11185711_1056216911074330_1929120371_n11423347_1056216877741000_385145734_n11131786_1056215914407763_1074357534_n

Tydzień później, 29 maja, udałem się wraz z Ukochaną do Restauracji Monidło na Noc Restauracji. Kilka lokali w Poznaniu zaprezentowało specjalne, promocyjne menu, a także zaprosiło gości na pokazy sztuki kulinarnej. Wybraliśmy przybytek przy ulicy Matejki ze względu na to, że zawsze chcieliśmy odwiedzić to miejsce, ale jakoś nie było okazji. Tym razem skusili nas pokazem szefa kuchni oraz lokalną kaczką. Miejsce nie jest moim zdaniem położone w najlepszej okolicy, jednak dojazd nie stanowił problemu. Już po wejściu do środka czuć było bardziej klimat tradycyjnej, eleganckiej restauracji z dużego miasta, aniżeli nowoczesnej hipsterii. Raz na jakiś czas warto posmakować klasyki. Pokaz, na który się załapaliśmy, w programie miał przygotowanie tatara z polędwicy wołowej z dodatkami, do których zaliczały się m.in. szpik kostny i świeże zioła. Całość posiadała wszelkie znamiona kulinarnego kunsztu, począwszy od prezencji po smak – który to dane nam było poczuć niedługo później. Mając do dyspozycji całe festiwalowe menu, zrezygnowaliśmy z pełnej porcji kaczki, a zamiast tego zamówiliśmy kilka innych – mniejszych – dań (w tym rzeczonego ptaka, ale w wydaniu degustacyjnym). Zaczęliśmy od zup. Żurek z borowikami pachniał lasem i był odpowiednio kwaśny – to dla mnie ważne, gdyż nie ma nic gorszego niż mdłe jedzenie. Chłodnik z kiszonymi szparagami i śmietaną wypadł równie świetnie i spełniał się w roli ochładzacza podniebienia. Następnie przystawki: pierogi z topinamburem, młodym jęczmieniem i skorzonerą oraz wspomniany przepyszny tatar (o ile dobrze widziałem z dodatkiem oliwy truflowej). Pierożki mogłyby być nieco mniej tłuste (zrezygnowałbym z tego polewania olejem), ale takiego nadzienia wcześniej nie było mi dane spróbować – tak więc plus za oryginalność. To bardzo ważne. Na koniec spróbowaliśmy też głównej bohaterki wieczoru – czyli kaczki confit – która podana została z szagówkami (kopytkami), musem z modrej kapusty i śliwkami. Takiej formy konsystencji dodatku warzywnego do drobiu również jeszcze nie jadłem, więc kolejny raz zostałem pozytywnie zaskoczony. Mięso rozpływało się w ustach i chciało się go zjeść więcej.

11427875_1056216114407743_1323701617_n11354900_1056215984407756_1445447586_n11267699_1056215791074442_254249655_n

Reasumując, Monidło ma do zaoferowania świetną kuchnię i masę nowatorskich pomysłów – osadzonych w tradycji, jednak wychodzących naprzeciw nowym czasom. Brawa dla szefa kuchni. Szkoda, że na co dzień ceny są wyższe niż podczas trwania imprezy. Na Matejki jeszcze wrócimy.

Reklamy
Beer Friends Festival & Noc Restauracji