Deutsche Sommertour – Dzień 2 – kolorowe groty i Erfurt

Z Lipska ruszyliśmy na południe, w poszukiwaniu maleńkiej miejscowości Würchwitz, liczącej zaledwie sześciuset mieszkańców. To właśnie tam, w jednym z gospodarstw usytuowanych tuż przy wjeździe, wyrabia się słynny milbenkäse, czyli ser powstający przy współudziale maleńkich pajęczaków, roztoczy o nazwie Tyrophagus casei L. Zwierzęta te żywią się dojrzewającym serem, a następnie, umierając, tworzą jego skórkę, dzięki czemu ta zyskuje pikantny posmak. Dojechawszy w końcu do rzeczonej mieściny, nie zastaliśmy w niej jednak nikogo! Czułem się, jakbym wyszedł na środek atomowej pustyni. Bramy pootwierane, wokół pasące się beztrosko kozy, napis „käse” (niem. ser) przy bramie i… żywego ducha! Samo centrum wioski zdobił dziwaczny… pomnik roztocza – najbliższego współpracownika serowara. Weszliśmy na podwórko, pukaliśmy w okna i drzwi, dzwoniliśmy na podany numer telefonu, pisaliśmy SMSy… Nic. Wioska wymarła. Milbenkäse pozostał niespróbowany, ale istnieje możliwość zamówienia go online (nie wiem czy wysyłają do Polski) oraz skosztowania go w Dreźnie, w przepięknej mleczarnio-kawiarni Pfunds Molkerei, gdzie byliśmy dwa lub trzy lata temu. Trzeba będzie wrócić!

Kolejny przystanek to ponownie element gastroeksploracji. Obiecałem sobie, że przywiozę z Niemiec rzemieślnicze wina kupione od lokalnego winiarza. Po długim przedwyjazdowym szperaniu w internecie, zaznaczyłem na mapie wymarzone miejsce: Weingut Klaus Boehme – winnicę leżąca w Saksonii-Anhalt, przy granicy z Turyngią. Krajobraz podczas drogi znacznie się zmienił. Postindustrialne molochy przepoczwarzyły się w tereny zielone, wszechobecne uprawy winorośli oraz typowo włoskiej urody małe miasteczka. Wjeżdżaliśmy do niemieckiej Toskanii! To ten region kraju najbardziej przypadł mi do gustu. Mógłbym zamieszkać w takiej mieścinie, robić wino i nie przejmować się niczym.

Winnica Klausa Boehme została opisana w wielu lokalnych i krajowych mediach oraz trafiła do prestiżowego „żółtego przewodnika” Gault & Millau. Trafiliśmy tam w takim okresie, że poprzedni rocznik był w większości wyprzedany, a nowego jeszcze nie zabutelkowano. Na szczęście kilka butelek różnych szczepów udało się kupić, a spróbować jeszcze więcej. Najbardziej do gustu przypadły nam riesling, weissburgunder, fruehburgunder oraz veltsanz 5.0 czyli blend fruehburgundera i portugiesera. Zostaliśmy oprowadzeni po włościach przez miłą właścicielkę, a widząc piękne beczki, w których leżakują te niezwykle aromatyczne trunki, od razu wymarzyłem sobie leżakowanie w nich piwa. Być może coś z tego wyniknie.

Z załadowanym bagażnikiem pojechaliśmy do miejsca, które przyciąga wszelkiej maści romantyków, mistyków, czarownice i poetów, a także miłośników „tańców księżycowych”. Auerworld Palast to konstrukcja według projektu architekta Marcela Kalberera, zrobiona w całości z wierzb, uformowana w kształt kopuły, z „domkiem” z czerwonymi drzwiami w środku. Obecnie całość nieco zarosła i pierwotny zamysł jest zaburzony, ale w internecie bez problemu można znaleźć zdjęcia z czasów, kiedy całość bardziej przypominała planowaną formę tej budowli wzorowanej na domach z czasów Sumerów. Na miejscu spotkaliśmy osobliwą parę rowerzystów, którzy – usiadłszy na pieńku – czytali sobie wiersze. I tak to się żyje w tej Turyngii.

Teoretycznie stąd mogliśmy od razu zjechać do Erfurtu, gdzie mieliśmy nocleg, ale postanowiliśmy nadłożyć trochę drogi i udać się na południe, do Saalfeld. Tam znajduje się była kopalnia łupków, przerobiona obecnie na trasy turystyczne. Dzieciaki znajdą też obok kolorowy park pełen wróżek i innych stworów. Dotarliśmy na miejsce tuż przed zamknięciem, w sam raz na ostatnie zwiedzanie (możliwe tylko z przewodnikiem). Jako że byliśmy jedynymi gośćmi, nasz przewodnik Nick bez problemu przestawił się z niemieckiego na angielski i oprowadził nas po grotach, opowiadając historie w obcym dla siebie języku. Wielki szacunek – tego nie było w programie! Jaskinie pokopalniane w Saalfeld są szczególnie ciekawe, gdyż w wyniku procesów fizykochemicznych ściany mienią się niemal kolorami tęczy. Stąd też nazwa „bajeczne groty”.  Na miejscu – podobnie jak u nas w Wieliczce – organizowane są koncerty, a także śluby. Dla widoków, jakie tam zastaliśmy, z pewnością warto było nieco wydłużyć dzień!

Po tak intensywnym zwiedzaniu dotarliśmy w końcu do Erfurtu, gdzie czekał na nas osobliwy Most Kramarzy, w który wbudowano… domy mieszkalne i – zgodnie z nazwą – liczne sklepy! To właśnie wokół tego miejsca toczy się życie towarzyskie w mieście. Jeden z kramów gości Goldhelm Schokoladen Manufaktur, czyli lokalną manufakturę pralinek i czekoladek – idealne miejsce, by zakupić prezenty i pamiątki! Niedaleko stąd mieści się Stara Synagoga, o której warto wspomnieć w związku z pewnym wydarzeniem z 1349 roku.

Doszło wówczas w Erfurcie do pogromu Żydów, których obwiniano o przywiezienie do miasta dżumy. Prym w rozsiewaniu plotek wiedli lokalni księża, pomimo jasnego stanowiska Watykanu, iż są to bzdury. Efektem nagonki było wymordowanie żydowskiej populacji miasta, a następnie zagrabienie jej majątku przez mieszkańców. Przypomina wam to coś? Mówimy o wydarzeniach sprzed siedmiuset lat!

Kilka kroków od synagogi znajduje się sklep z kraftem, który dysponuje także kranami, z których leje się piwo sygnowane nazwą lokalu. Der Bier Rufer to miejsce prowadzone przez piwnego entuzjastę, z którym uciąłem sobie krótką pogawędkę o kondycji polskiego, niemieckiego i światowego piwowarstwa. Bardzo spodobało mi się jego podejście, gdy powiedział mi, iż raz w życiu spróbował pastry i nigdy więcej nie weźmie tego do ust. Na miejscu wypiłem bardzo dobrego hellesa.

Na jedzenie poszliśmy do Zum Wenigemarkt, po drugiej stronie rzeki, gdzie na skwerku roiło się od ludzi. Cudem znaleźliśmy stolik, po czym przystąpiliśmy do zamawiania. Skoro jesteśmy przy piwie, wypiłem tu dwa Kostritzery: jasny nie miał w ogóle goryczki, ale dał się wypić jako niezobowiązujące piwo, zaś ciemny niestety pachniał i smakował zbyt ciężko i karmelowo. Wracając do konsumpcji, zdałem się na sympatyczną kelnerkę i poprosiłem o coś bardzo lokalnego. Jako przystawkę otrzymałem mięso wieprzowe zapiekane pod serem (przysmak NRD – jak oznajmiła), a jako danie główne – roladę wołową z cebulą i speckiem oraz surówką z czerwonej kapusty z jabłkami na słodko. Dania proste, ale smaczne. W Zum Wenigemarkt można zjeść także dania wegetariańskie: warzywa na parze, kluski z pieczarkami oraz dwa rodzaje tagliatelle.

Nie dotarliśmy niestety do Braukeller Erfurt, gdyż browar był tymczasowo zamknięty w związku z kwarantanną. Polecam poprzechadzać się uliczkami starówki, gdyż można tam odnaleźć ciekawe figurki przedstawiające bohaterów kanału telewizyjnego dla dzieci Kika. Ile zdołasz odnaleźć?

Trzeciego dnia ruszyliśmy dalej na zachód…

Deutsche Sommertour – Dzień 2 – kolorowe groty i Erfurt

2 uwagi do wpisu “Deutsche Sommertour – Dzień 2 – kolorowe groty i Erfurt

  1. zgb pisze:

    „Jeden z kramów gości Goldhelm Schokoladen Manufaktur, czyli lokalną manufakturę pralinek i czekoladek…”
    Jakie to praliny, czy możesz doprecyzować? 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s