Piąty dzień Deutsche Sommertour był najbardziej rozstrzelony geograficznie: Holandia na chwilę, Printen w Akwizgranie, Altbier i architektura Düsseldorfu, a na koniec nocny spacer po hucniczych ruinach Landschaftsparku Duisburg-Nord.
Mieliśmy dojechać aż do Amsterdamu, odwiedzić coffee shopy, pozwiedzać i ruszyć w drogę powrotną. Nie starczyło jednak dni. Już na etapie planowania ta idea upadła. Nie chcąc jednak rezygnować z odwiedzenia Holandii, znalazłem tuż przy granicy, niedaleko miejscowości Vaals, labirynt. Jako wielbiciele horror house’ów i escape roomów, z miłą chęcią wybraliśmy się właśnie tam. Wszak błądzenie wśród zadbanych żywopłotów i rozwiązywanie zagadek w słoneczny dzień to wspaniała rozrywka, którą polecam każdemu!
Drielandenpunt – labirynt na granicy trzech krajów

Jak się jednak okazało, labirynt Drielandenpunt (nazwa wzięła się od tego, iż zbiegają się tam granice Niemiec, Holandii i Belgii), okupowany jest głównie przez rodziny z rozwrzeszczanymi dziećmi, a cały kompleks przypomina wesołe miasteczko. Nie tego oczekiwaliśmy. Mimo wszystko, spędziliśmy trochę czasu błądząc po obiekcie, wchodząc na platformy, mosty i wieże, z których można było obserwować pieczołowicie zaplanowany labirynt oraz… dach kawiarni, ukształtowany i pomalowany na wzór motyla!
Dla rodzin z dziećmi jawi się to miejsce jako idealne! Chodząc wąskimi alejkami mijaliśmy wiele atrakcji w postaci minigier, figurek czy natrysków, przez które można przebiec lub poczekać chwilkę na krótką pauzę, aby się nie zmoczyć. Dodatkowo, wzdłuż poprawnej ścieżki wiedzie seria pytań i zagadek na temat miejsca, w którym się znajdują odwiedzający. Niestety, dla wielbicieli romantycznych, odludnych miejsc – zdecydowanie nie jest to polecana destynacja. Mimo wszystko, mnie się podobało!
Aktualizacja 2026: labirynt nadal działa, ale został przebudowany w większą atrakcję pod nazwą Amikejo Spektaklo. Dziś podczas przejścia szuka się również „zaginionego czwartego kraju” – nawiązania do czasów, gdy w tym miejscu spotykały się nie trzy, lecz cztery granice.
Akwizgran – Aachener Printen

Zanim trafiliśmy do tego miejsca rodzinnych uciech, odwiedziliśmy Akwizgran, gdzie poza piękną katedrą mieliśmy jeden cel: ciastka! Tak, tak – w tym przygranicznym mieście znajdziemy słynne pierniczki o nazwie Printen, a najlepsze i najbardziej znane robi Printenbäckerei Klein. Na starówce możecie trafić na minimum dwa sklepy, które oferują ich wyroby.
Bazę klasycznych Printen tworzą mąka pszenna oraz kilka form cukru – w przypadku Klein są to m.in. syrop cukrowy, cukier kandyzowany i brązowy. Dokładna mieszanka przypraw jest tajemnicą piekarni, ale w tradycyjnych recepturach pojawiają się m.in. cynamon, anyż, kolendra i goździki. Printen przypominają one nieco polskie pierniczki, jednak mają swój unikatowy charakter. Zjeżdżają tu turyści z całych Niemiec i krajów Beneluksu, by spróbować tej lokalnej smakowitości.
Düsseldorf – Gehry, Rheinturm i Altbier

Bunkerkirche
Harmonogram piątego dnia wycieczki mieliśmy napięty, bo jeszcze pozostały nam w agendzie dwa miasta! Z labiryntu udaliśmy się do Düsseldorfu, gdzie najpierw odwiedziliśmy niezwykły kościół – Bunkerkirche w dzielnicy Heerdt. Wbrew temu, co napisałem tu pierwotnie w 2020 roku, naziści nie przejęli istniejącego kościoła i nie zamienili go w schron. Jak mówią aktualne źródła, hitlerowcy wywłaszczyli należący do Kościoła teren i zbudowali tam bunkier przeciwlotniczy, który dla kamuflażu otrzymał formę świątyni. Dopiero po wojnie przerobiono go na prawdziwy kościół. W 2015 roku obiekt przejęła wspólnota koptyjsko-ortodoksyjna.
Gehry i Rheinturm
W samym Düsseldorfie zaparkowaliśmy pod jednym z najciekawszych architektonicznie miejsc – Neuer Zollhof – tzw. „pokręconych budynkach” zaprojektowanych przez Franka Gehry’ego, który postanowił ożywić nieco smutne portowe nabrzeże miasta. Dzięki temu zyskało ono trzy ciekawe konstrukcje, które dziś sprawiają, że spacery nad Renem zyskują wizualną atrakcje – zwłaszcza, gdy słońce odbija się od lustrzanych powierzchni załamujących światło. Tuż obok wyrasta Wieża Reńska, która nie tylko jest imponującym narzędziem komunikacyjnym, ale także… zegarem, który w specyficzny sposób wyświetla aktualny czas na fasadzie budynku! Na pierwszy rzut oka można nawet nie zauważyć, że Rheinturm ma 39 świetlnych iluminatorów na swoim trzonie, co tworzy największy na świecie zegar dziesiętny.
Düsseldorf wraca nad Ren czyli bulwary w miejscu dawnej miejskiej arterii
Następnie udaliśmy się na godzinny spacer nadreńskimi bulwarami, mijając setki turystów i miejscowych, którzy odpoczywali w ten słoneczny wrześniowy dzień, wpatrując się w pływające po rzece statki. Tłum w Düsseldorfie był niesamowity! Miasto naprawdę żyło, jakby nigdy nie było żadnej pandemii.
Dzisiejsze nadrzeczne bulwary wyglądają tak naturalnie, że trudno uwierzyć, iż jeszcze kilkadziesiąt lat temu w tym miejscu przebiegała jedna z głównych arterii Düsseldorfu, którą przejeżdżało nawet 55 tysięcy samochodów dziennie. Na początku lat 90. ruch schowano do niemal dwukilometrowego Rheinufertunnel, a na jego dachu urządzono szeroką promenadę. Miasto reklamowało cały projekt hasłem „Düsseldorf wraca nad Ren” – i trudno o lepszy przykład tego, jak jedna decyzja urbanistyczna może oddać pieszym spory kawałek miasta.
Mijając kolejne gastronomiczne budki, trafiliśmy w końcu do części miasta, gdzie mieści się ratusz, kilka kościołów oraz wszelkie restauracje. Mimo że na początku chcieliśmy zjeść gdzie indziej, ostatecznie zakotwiczyliśmy w azjatyckim barze Quang Minh, gdzie zjedliśmy dość tani i smaczny posiłek.
Aktualizacja 2026: Quang Minh nadal istnieje dokładnie w tym samym miejscu.
Altbier
W Düsseldorfie najważniejszy jest jednak Altbier! Tak jak w Lipsku trzeba wypić Gose, a w Kolonii Kölscha, tak tu – musiałem spróbować prawdziwego Altbiera. Altbier, mimo ciemnej barwy i niezwykle czystego profilu, jest piwem górnej fermentacji, czyli ale. Nazwa „Alt” odnosi się właśnie do „starej” metody warzenia sprzed upowszechnienia chłodnictwa i lagerów.
Pierwsze kroki skierowałem do Uerige, gdzie z trudem znaleźliśmy stolik. Piwo było fenomenalne. Mimo ciemnej barwy, zachwycało wytrawnością i goryczką wyższą niż w większość IPA na rynku, a wszystkiego dopełniała miła podbudowa w stylu chlebowym. Niesamowite! Ciut gorzej było w Schlüssel, gdzie udaliśmy się z misją porównawczą. Ta wersja okazała się ciut bardziej wodnista i bez wyrazu, choć wciąż nie była zła. Do Uerige jednak nie miała startu.
Duisburg – Landschaftspark Duisburg-Nord nocą

Düsseldorf nie był jednak końcowym punktem piątego dnia wycieczki. Już po ciemku dotarliśmy do Duisburga, gdzie mieliśmy w planie odwiedzić postindustrialny park – coś w stylu Ferropolis, o którym pisałem w pierwszej relacji – jednak mieniący się neonami i będący miejscem spotkań miejscowych. Dumnie nazwany Północnym Parkiem Krajobrazowym kompleks powstał na terenie dawnej huty Meiderich i składa się z gigantycznych wielkich pieców, bunkrów na rudę, stalowych konstrukcji, rurociągów i dawnego gazometru. Wszystko pozostawiono jako monumentalny pomnik przemysłowego Zagłębia Ruhry.
W czasach przedpandemicznych wszędzie można było wejść, włącznie ze zwiedzeniem największego z pieców. Podczas naszej wycieczki w 2020 roku, niestety, schody były zamknięte łańcuchem. Podobnie jak w Ferropolis, odbywają się tu koncerty i inne wydarzenia kulturalne. Natomiast dawny gazometr został zamieniony w największy kryty basen nurkowy w Europie. Ma około 13 metrów głębokości, a pod wodą są m.in. wrak statku, samolotu, dwa samochody i sztuczna rafa!
Miejsce to zniewala szczególnie nocą, gdy całość zamienia się w gigantyczną instalację świetlną autorstwa brytyjskiego projektanta Jonathana Parka. Piece, kominy i instalacje przemysłowe zalewają czerwone, zielone i niebieskie światła. Jest to także wspaniała lokalizacja na sesje zdjęciowe czy teledyski. Co ciekawe, na terenie parku działa również schronisko młodzieżowe DJH. Nazwa jest trochę myląca – spać może tam również dorosły, ale nocleg wymaga członkostwa w DJH albo innym stowarzyszeniu należącym do Hostelling International.
Aktualizacja 2026: na szczęście pandemiczne ograniczenia z naszej wizyty nie są już aktualne. Dziś na Hochofen 5 można znowu wejść bezpłatnie aż na platformę widokową około 70 metrów nad ziemią. Zamykana jest tylko przy niebezpiecznej pogodzie.
Niesamowite wrażenia w Duisburgu, spacer przepięknymi nadreńskimi bulwarami w Düsseldorfie zwieńczony pysznym piwem, smakowite ciastka w Akwizgranie i miło spędzony czas w holenderskim labiryncie. Szkoda, że trzeba było już wracać…. Od tej pory przecież poruszaliśmy się już wyłącznie na wschód, czyli z powrotem…
Bon vivant, sensoryk piwny, były piwowar domowy oraz współzałożyciel i współwłaściciel Browaru Golem (2015-23). Od ponad dekady zgłębia piwo rzemieślnicze: proces warzenia, ocenę sensoryczną, historię oraz systematykę stylów. Pisze również o swoich innych pasjach – jedzeniu i podróżach, szukając w nich lokalnych smaków, ludzi i ciekawych kontekstów. Wielbiciel eksperymentów i różnorodnych tekstur – zarówno w szkle, jak i w kuchni. Jego motto brzmi: „Albo grubo, albo wcale”.

