Podróże

Deutsche Sommertour – dzień 7 – w kręgach magii i mrocznych legend

Po odbyciu porannego spaceru wśród terenów zielonych przy Schildescher Viadukt, można było udać się w dalszą podróż. Jako że nastał poniedziałek, skupiliśmy się na ciekawostkach zewnętrznych, gdyż większość atrakcji w tym dniu jest zamknięta. Pierwszym przystankiem był pomnik Arminiusza – legendarnego germańskiego woja, który zatrzymał armię Rzymian. Przez stulecia był on symbolem niemieckiej potęgi i ducha walki. Jak łatwo się domyślić, historię tę wykorzystywali także w celach propagandowych naziści. Również od niego swą nazwę wziął pobliski klub piłkarski – Arminia Bielefeld.

4 min czytania
Zaktualizowano: 15 wrz 2026
Człowiek w bibliotece

Po odbyciu porannego spaceru wśród terenów zielonych przy Schildescher Viadukt, można było udać się w dalszą podróż. Jako że nastał poniedziałek, skupiliśmy się na ciekawostkach zewnętrznych, gdyż większość muzeów i obiektów turystycznych w Niemczech w tym dniu jest zamknięta.

Hermannsdenkmal – Arminiusz i niemiecki mit narodowy

Pierwszym przystankiem był Hermannsdenkmal – monumentalny pomnik Arminiusza, wodza Cherusków, który w 9 roku n.e. poprowadził germańską koalicję do zwycięstwa nad trzema legionami Warusa. W XIX wieku Arminiusz – przemianowany w niemieckiej tradycji na Hermanna – urósł do rangi narodowego mitu i symbolu niemieckiej jedności. Nic dziwnego, że później figurę tę ochoczo przejęli również naziści, wykorzystując monument w swojej propagandzie. Także od niego swą nazwę wziął pobliski klub piłkarski – Arminia Bielefeld.

Externsteine – pogańskie sanktuarium, którego nie znaleziono

Kontynuując szlak germańskiego mistycyzmu narodowego, udaliśmy się do Externsteine – malowniczo położonego kompleksu piaskowcowych skał. Od stuleci przypisywano im funkcję przedchrześcijańskiego sanktuarium, a nawet obserwatorium astronomicznego. Problem w tym, że archeologia żadnej z tych teorii nie potwierdza. Szczególnie ochoczo podchwyciły je w XX wieku środowiska völkisch i naziści, którzy w latach 1934–35 prowadzili tu własne wykopaliska – również bez znalezienia dowodów na starogermańskie miejsce kultu.

Znacznie lepiej udokumentowana jest historia średniowieczna. Około 1093 roku Externsteine przejął benedyktyński klasztor Abdinghof, a w XII wieku powstała tu chrześcijańska przestrzeń kultowa ze słynną płaskorzeźbą Zdjęcia z Krzyża, wykutą bezpośrednio w skale.

Prawdziwa zagadka Szczurołapa z Hameln

Jednym z najciekawszych punktów podróży był kolejny przystanek – niewielkie miasteczko o nazwie Hameln. To tu – z budynku Hochzeitshaus (dosłownie: „Domu Weselnego”, choć pełnił szerszą funkcję) – w rytm upiornej pozytywki wyłaniają się baśniowe postacie opowiadające historię „Szczurołapa z Hameln”, utrwaloną m.in. przez braci Grimm. Według legendy, nieradzące sobie z plagą szczurów miasto postanowiło zatrudnić szczurołapa, lecz ten po wykonaniu zadania został oszukany i nie otrzymał zapłaty.

W zemście powrócił do Hameln i – korzystając z hipnotyzującej melodii odgrywanej na zaczarowanym flecie – wyprowadził z miasteczka dzieci, po których zaginął ślad. Istnieje wiele hipotez na temat tego, co naprawdę stało się z dziećmi z Hameln: od epidemii, przez makabryczne teorie o porwaniu przez psychopatycznego pedofila-mordercę, aż po przyziemne wytłmumaczenie w stylu zarobkowych wyjazdów młodych chłopców z miasta.

Jak było w rzeczywistości – nie dowiemy się nigdy, lecz legenda o zaczarowanym flecie, na którego dźwięk szczury podążają za szczurołapem do Wezery i toną, a dzieci znikają we wnętrzu góry brzmi fantastycznie i trafia idealnie w bliską mi poetykę. W miasteczku legenda jest także opisana na brukowanych alejkach rynkowych, a idąc po szczurzych śladach możemy zaznajomić się z opowieścią wraz z miejscami w niej opisywanymi. Przemysł turystyczny w Hameln kwitnie, więc możecie tu kupić nawet… hamelińskie Monopoly o szczurzej tematyce.

Co ciekawe, najstarszy rdzeń opowieści dotyczy nie szczurów, lecz zaginięcia w 1284 roku 130 „dzieci Hameln”. Motyw plagi szczurów, nieuczciwych mieszczan i zemsty szczurołapa został do tej historii doklejony później. Innymi słowy: barwna baśń, którą dziś zna cały świat, jest najprawdopodobniej nadpisana na pamięci o jakimś rzeczywistym i traumatycznym wydarzeniu, którego natury po ponad siedmiuset latach nie jesteśmy już w stanie odtworzyć z kronikarską pewnością. Pozostają historie i legendy – czyli to, co najpiękniejsze.

Hanower – makabryczna historia Fritza Haarmanna, Biblioteka Leibniza i pentagram na kościele

Dzień finiszowaliśmy w mieście Pelikana i Scorpionsów, czyli Hanowerze, gdzie również czekały nas mroczne klimaty. Na jednym z ładniej zagospodarowanych cmentarzy możemy odnaleźć tablicę upamiętniającą ofiary seryjnego mordercy – Fritza Haarmanna. W okresie międzywojennym „Rzeźnik z Hanoweru” zamordował przynajmniej 24 nastoletnich chłopców i młodych mężczyzn, a następnie rozczłonkował ich ciała, odcinając głowy i obdzierając ze skóry. Legenda głosi, że mięso swoich ofiar sprzedawał na lokalnym targu – jako wieprzowinę. Co więcej, przez lata zbrodnie uchodziły mu na sucho, gdyż był szpiclem miejscowej policji, z którego usług funkcjonariusze skwapliwie korzystali, bagatelizując podejrzenia. Ostatecznie Haarmann został ścięty 15 kwietnia 1925 roku.

W Hanowerze zahaczyliśmy jeszcze o Gottfried Wilhelm Leibniz Bibliothek, gdzie można zobaczyć jedyny zachowany egzemplarz oryginalnej maszyny liczącej skonstruowanej przez Leibniza – jednego z przodków współczesnego kalkulatora, a także wiele rzadkich książkowych eksponatów, w tym np. historyczne atlasy czy dawne wydania Biblii. Niestety, pomimo tego, że biblioteka ta dysponuje przeogromnym katalogiem, próżno szukać w nim dzieł Ayn Rand czy Murraya Rothbarda. Na szczęście Frédéric Bastiat nie trafił jeszcze na czarną listę i studenci mogą sięgać po jego dzieła.

Ostatnim aktem naszego cmentarnego poniedziałku był wieczorny spacer po centrum miasta, ze szczególnym uwzględnieniem Marktkirche – kościoła, na którego fasadzie widnieje – jak gdyby nigdy nic – pentagram. Godne zakończenie eskapady, obfitującej w historie o ezoterycznym nazizmie, mordercach, pedofilach i przedwiecznych kultach, nieprawdaż? Samo miasto wydało nam się troszkę wyludnione – pozbawione typowo kawiarniano-imprezowego sznytu – raczej sprawiające wrażenie takiego, do którego przyjeżdża się podpisać kontrakt i wyjechać.